Opowiem wam o pewnym dniu.
Dniu który na zawsze zmienił wszystko to, co stanowiło o mojej codzienności.
Dniu w którym rozpoczął sie ostatni rozdział mojego życia.
Dniu w którym zaczęło sie umieranie.
Opowiem wam…. początek Epilogu księgi mojego istnienia.
Siedziałem wraz z matką w chłodnym gabinecie lekarskim. Atmosfera napięcia sprawiała iż czułem……
..Strach, obawy, niepewność??
Nie wiem
Po prostu od tego co miało sie własnie wydarzyć zależało wszystko.

Moja przyszłość do niedawna tak jasna i przejzysta teraz została brutalnie przysłonieta cieniem smierci.
Zawsze wiedziałem czego oczekuje od życia. Chciałem kochać i być kochanym. Mieć prawdziwy dom, a może nawet któregoś dnia wziąść na ręce moje własne dziecko…… Dzień po dniu patrzeć jak dorasta i cieszyć sie z jego pierwszych, drobnych sukcesów. Pierwszy krok, pierwsze słowo……. pierwszy rysunek podarowany z miłości.
I słyszeć każdego dnia jak ta mała istota ludzka zwraca sie do ciebie tym jednym, wspaniałym słowem……
..Tata.

Ale teraz to wszystko wydawało sie tak bardzo odległe i nieosiągalne.
To było zupełnie jak Arkadia……. mistyczna kraina piekna i szczęśliwości, która w tej chwili była oddalonalona o tysiące kilometrów od koszmaru w którym obudziłem sie wiele dni wcześniej.
I w którym żyje do dzisiaj.

Prawie nie pamiętam o czym moja rodzicielka rozmawiała tego dnia z lekarzem w tym chłodnym gabinecie. Byłem wtedy jakby niobecny duchem…… krążyłem myślami wokół dawnych, szczęsliwych dni.
Wspomnienia pozwalały godnie znosić te długie dni spędzone w szpitalu na obserwacji. Pozwalały odłązyc sie od tego ułomnego ciała i podążyć tam gdzie naprawde było moje serce. Do czasów kiedy byłem dzieckiem……… do czasów gdy śmierć wydawała sie tak bardzo odległa.
Tak obca.
Gdy jeszcze nie miała nade mną tak wielkiej władzy.

Niemniej pamiętam jeden fragment tego dialogu który toczył sie między lekarzem a moją matką.
Słowa te do dzisiaj dźwięczą w mojej głowie……. zostały głęboko wyryte w mojej świadomości.
I nic nie będzie w stanie sprawić abym kiedykolwiek je zapomniał.

……….
- Już tłumaczyłem pani że w tym stadium choroby jakakolwiek interwencja chirurgiczna zakończyła by sie zgonem. Nie wolno mi przyzwolić na eutanazje w tym szpitalu.
……….

Ja siedziałem z boku.
A cały mój świat……… Zawalił sie w kilka chwil.

Tak wygląda życie.
Jesteśmy liścmi targanymi przez wiatr……… żyjemy gwałtownie, umieramy nagle.
Niespodziewanie……..
Szybko.

Ale mimo wszystko warto żyć.
Dla ciepła promieni słonecznych na twarzy w pogodny dzień.
Dla przelotnych, ukradkowych uśmiechów ślicznych dziewczyn.
Dla odgłosu który wydają, poruszane przez wiatr, liście na drzewach.
Dla każdej chwili którą dane nam było przeżyć na tym świecie.
Tak pięknej……..
Tak ulotnej…….
Tak niepowtarzalnej.