Zastanawiałem sie nad celowością mojego dlaszego istnienia.
Wnioski, do których doszedłem, nie nastrajają optymistycznie.
Jedynym słusznym wnioskiem jest to iż istotą mojego istnienia stał sie ból. Ból który odczuwam i ten który zadaje innym, tylko dlatego że istnieje.
Może sam fakt tego że jestem nie powoduje u nikogo cierpienia….. ale to że dni mojego istnienia zostały policzone sprawia że cierpi zbyt wiele osób.
Cierpią moi rodzice. Moja rodzicielka każdego dnia widzi jak ginie jej dziecko.
Kiedys słyszałem że dla matki nie ma w życiu nic gorszego niż pochować własnego potomka. Teraz widze że prawda nie leży daleko od tego stwierdzenia.
Kobieta która wydała mnie na świat teraz będzie muisiała pomóc mi z tego świata zejść.
Widzieliście kiedyś oczy kobiety której umiera dziecko?
Zastanawiam sie czy jeszcze kiedykolwiek te oczy zabłysną życiem. Czy jeszcze kiedyś zagości w nich iskierka radości……… czy zrozumie wreszcie to dlaczego musiałem odejść.

Nie mozna żyć tylko dla bólu…….. codziennie odczuwać i zadawać ludziom cirpienie.
Dzisiaj myślałem nad tym ile leków usmierzających musiał bym połknąć aby wreszcie przerwać ten beznadziejny cykl. ………. pewnie niezbyt wiele.
Ale to były tylko myśli. Jestem zbyt słaby aby odejść z tego swiata godnie. Aby wcześniej skończyć swoje życie……… aby odejść i zabrać z tego świata ten bagaż cirpienia.
Bagaż który z każdym dniem staje sie coraz cięższy.

Dzisiaj walentynki. Dzień w którym powiniśmy dawać bliskim dowody naszej miłości. Jaki ja moge dać im dowód tego że kocham???
- nie odchodź- usłyszałem od matki- jeśli naprawde nas kochasz to zostań……….. nie umieraj.

Miłość to niezwykle silne i piękne uczucie…… ale nie potrafi mnie wyleczyć. Nie potrafi sprawić abym został i pokazał im jak bardzo kocham.