pamietnik-zmarlego blog

Twój nowy blog

Witam.
Ja nie chciałem dokonać tego wpisu. Wciąz nie wiem czy powinienem ale wiem też ile ten pamietnik znaczył dla Piotrka i tylko ze względu na to wpisze tutaj to o co on mnie prosił. Nie umiem farmułować myśli w ten sposób w jaki robił to on więc lepiej nie będe tutaj dopisywał niczego od siebie. Nie chce zniszczyć tego piękna które on tworzył przez taki czas.
Przepisuje to teraz z kartki którą dostałem od niego w szpitalu do którego odwieziono go ponad tydzień temu.

Pożegnanie Zmarłego.

Tyle niedokończonych spraw….. Nie chciałem żeby to tak sie skończyło. Żebym mimo danego mi czasu, odchodził nie pożegnawszy sie wcześniej z bliskimi.
Teraz widze ze jednak do końca pozostane głupcem. Bóg dał mi czas na pogodzenie sie ze śmiercią………na przygotowanie sie do jej nadejscia. A ja nie potrafiłem go nalezycie wykorzystać.
Jestem… tak bardzo słaby ale wiem że mam jeszcze czas…… wystarczająco wiele żeby móc dokończyć kilka spraw. Dzieki mojemu bratu będe mógł także zakończyć ten pamiętnik….. który też w tych ostatnich dniach bardzo wiele dla mnie znaczył.
Odchodze………….
Przepraszam was za to co zrobiłem. Ten blog….. tak naprawde nie miał racji bytu. Nie chciałem żeby ludzie cztając go zaczęli trywializować swoje własne problemy. Żeby mówili że bolą ich moje słowa.
Jakże głupi sie okazałem!
Nie chciałem żeby ktokolwiek jeszcze cierpiał z mojego powodu a przy pomocy tych kilku głupich wyrazów zraniłem w pewien sposób jeszcze bardzo wielu ludzi. Nie chciałem tego…… wybaczcie.

Piotrek Suś
Ur. 24.05.1981r Zm. 1.03.2002r

Moje życie z twego życia.
Moje ciało z twego ciała.
Moje serce z twego serca.
Moja miłość z twej miłości………
…zrodzona.

Podczas jednej z niedawno przeprowadzonych z moja Rodzicielką rozmów, usłyszałem że kiedy wreszcie mnie zabraknie……… jej życie zyska nowy wymiar.
Nowy cel.
Od tej chwili moja Mama bedzie żyła myślą o tym że kiedyś znowu sie spotkamy…. Gdzieś tam.
W tym lepszym świecie.
Ale w głębi duszy zarówno ona jak i ja wiemy że nie warto żyć myślą o śmierci.

Wybaczcie mi swoistą prywate jaką uskuteczniam na tym blogu ale są rzeczy na których, powiedzenie bliskim prosto w oczy, nie starczyło by mi sił.

Dlatego tutaj zwróce sie ponownie do jedynej kobiety która tak naprawde i szczerze kochałem.
I której nigdy nie przestane kochać.

Mamo.
Kiedy wreszcie mnie zabraknie nie rozpaczaj.
Pamietaj o tym co za chwile napisze.
Nasze serca, moje i twoje. stanowią jedność…..
Biją zawsze i niezmiennie jednym rytmem.
Taktem którego nic nie jest w stanie zakłucić.
A kiedy mnie już nie będzie, a ty będziesz odczuwała tęsknote….
Wtedy położ swoją ręke na piersi i wsłuchaj sie w rytm uderzeń swego serca.
I wiedz że gdzies tam…….. gdziekolwiek sie znajde, z mojej piersi będzie sie dało dosłyszeć ten sam odgłos.
Ten sam rytm.
Rytm naszej nieskończonej i wiecznej miłości.
Rytm którego nawet śmierć nie jest w stanie przerwać.
Bo nawet ona….
Nie ma takiej mocy.

ps. Wybaczcie banalność tego przekazu. Ale czyż miłość nie jest banalna?
I czy przez swoją prostote nie jest najpiękniejszym z uczuć?

To tutaj.
Przystańmy.
Nadszedł czas pożegnań.
Mamo…… Tato….. Bracie.
Przyjaciele.
Wszyscy wy którzy byliście przy mnie przez całe moje życie.
Jak często mówiłem wam że was kocham???
Niestety zbyt rzadko……..

Zbyt późno by to naprawić.
Umieram.

Ale przedtem chciałem sie z wami pożegnać. Powiedzieć wam jak wiele znaczyła dla mnie każda spędzona z wami chwila. Jak wiele mi daliście………. jak bardzo żałuje że tak mało otrzymaliście w zamian.
Matko……. dziękuje ci za to życie. Było piękne. Dziekuje za to że nigdy nie pozwoliłaś mi poczuć samotności. Że zawsze, kiedy ciebie potrzebowałem, stałas obok….
Ojcze…. Dziękuje ci za te wszystkie cenne rady, Dziekuje ci za te wszystkie subtelne dowody miłosci. Z całej rodziny chyba tobie najmniej mówiłem jak bardzo kocham
Ale ty wiedziałeś…. zawsze. Tak wiele ci zawdzięczam……. dziękuje że byłeś.
Bracie…….. dorastaliśmy razem. Dla twoich braterskich wybryków. Dla każdego uścisku i kazdej łzy którą przelaliśmy razem. Dla wszystkich tych chwil które dzieliliśmy……. od poczatku . Warto było żyć.
Przyjaciele.
Dziękuje wam za ukazanie mi jak wygląda szczęscie. Za to że daliście mi swoją przyjaźń.
Dziekuje za to że nigdy mnie nie opuściliście
Nawet teraz kiedy musze odejść nie pozwoliliście mi odczuć iż w tą ostatnią droge wybieram sie sam.
Przepełnia mnie tylko żal że nie będe w stane wam za to odpłacić.
Jarku……. pamiętasz czego życzyliśmy sobie na sylwestra 2 lata temu?
Abyśmy zawsze trzymali sie razem i żeby nic nie mogło zagrozić naszej przyjaźni.
Ja odchodze ale nie złamie tej obietnicy i zawsze będe przy tobie.

A teraz chodźmy…….
…… Bracie, jestem tak słaby. Użycz mi swego silnego ramienia abym mógł iśc dalej. Pozwól mi oprzeć sie na tobie…….. Tak bardzo mi teraz tego potrzeba.
Matko…….. Podaj mi ręke. Chce czuć twoje ciepło i twoją miłość. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Ojcze….. stań przy mnie. Bądź moim oparciem, tak jak byłes przez całe moje życie.
Przyjeciele…..
Jeszcze nie nadszedł mój czas.
Jeszcze pozostało troche drogi do przejścia.
Chodźcie ze mną…… chce mieć was przy sobie.
Tak wiele dla mnie znaczycie.

Opowiem wam o pewnym dniu.
Dniu który na zawsze zmienił wszystko to, co stanowiło o mojej codzienności.
Dniu w którym rozpoczął sie ostatni rozdział mojego życia.
Dniu w którym zaczęło sie umieranie.
Opowiem wam…. początek Epilogu księgi mojego istnienia.
Siedziałem wraz z matką w chłodnym gabinecie lekarskim. Atmosfera napięcia sprawiała iż czułem……
..Strach, obawy, niepewność??
Nie wiem
Po prostu od tego co miało sie własnie wydarzyć zależało wszystko.

Moja przyszłość do niedawna tak jasna i przejzysta teraz została brutalnie przysłonieta cieniem smierci.
Zawsze wiedziałem czego oczekuje od życia. Chciałem kochać i być kochanym. Mieć prawdziwy dom, a może nawet któregoś dnia wziąść na ręce moje własne dziecko…… Dzień po dniu patrzeć jak dorasta i cieszyć sie z jego pierwszych, drobnych sukcesów. Pierwszy krok, pierwsze słowo……. pierwszy rysunek podarowany z miłości.
I słyszeć każdego dnia jak ta mała istota ludzka zwraca sie do ciebie tym jednym, wspaniałym słowem……
..Tata.

Ale teraz to wszystko wydawało sie tak bardzo odległe i nieosiągalne.
To było zupełnie jak Arkadia……. mistyczna kraina piekna i szczęśliwości, która w tej chwili była oddalonalona o tysiące kilometrów od koszmaru w którym obudziłem sie wiele dni wcześniej.
I w którym żyje do dzisiaj.

Prawie nie pamiętam o czym moja rodzicielka rozmawiała tego dnia z lekarzem w tym chłodnym gabinecie. Byłem wtedy jakby niobecny duchem…… krążyłem myślami wokół dawnych, szczęsliwych dni.
Wspomnienia pozwalały godnie znosić te długie dni spędzone w szpitalu na obserwacji. Pozwalały odłązyc sie od tego ułomnego ciała i podążyć tam gdzie naprawde było moje serce. Do czasów kiedy byłem dzieckiem……… do czasów gdy śmierć wydawała sie tak bardzo odległa.
Tak obca.
Gdy jeszcze nie miała nade mną tak wielkiej władzy.

Niemniej pamiętam jeden fragment tego dialogu który toczył sie między lekarzem a moją matką.
Słowa te do dzisiaj dźwięczą w mojej głowie……. zostały głęboko wyryte w mojej świadomości.
I nic nie będzie w stanie sprawić abym kiedykolwiek je zapomniał.

……….
- Już tłumaczyłem pani że w tym stadium choroby jakakolwiek interwencja chirurgiczna zakończyła by sie zgonem. Nie wolno mi przyzwolić na eutanazje w tym szpitalu.
……….

Ja siedziałem z boku.
A cały mój świat……… Zawalił sie w kilka chwil.

Tak wygląda życie.
Jesteśmy liścmi targanymi przez wiatr……… żyjemy gwałtownie, umieramy nagle.
Niespodziewanie……..
Szybko.

Ale mimo wszystko warto żyć.
Dla ciepła promieni słonecznych na twarzy w pogodny dzień.
Dla przelotnych, ukradkowych uśmiechów ślicznych dziewczyn.
Dla odgłosu który wydają, poruszane przez wiatr, liście na drzewach.
Dla każdej chwili którą dane nam było przeżyć na tym świecie.
Tak pięknej……..
Tak ulotnej…….
Tak niepowtarzalnej.

Dopadła mnie dzisiaj jeszcze jedna refleksja którą chciałem sie z wami podzielić.
Jaki był wczoraj dzień ?
Walentynki……. 14 lutego
Ostatnie walentynki w moim zyciu. Ostatni raz gdy z kalendarza moge wyrwać kartke z datą 14 lutego.
Wiecie, to dziwne. Zazwyczzaj nie dostrzega sie takich rzeczy……. każdy dzień jest dla nas po prostu dniem. Niczym wyjątkowym……. czymś co w końcu sie powtórzy. Bo przecież za rok znowu będą walentynki.
Dla was…….. nie dla mnie
W mojej sytuacji postrzega sie to w troche inny sposób. Każdy dzień jest tym ostatnim……. żaden już nie powróci.
Swiadomość tego że coś w naszym życiu przemija bezpowrotnie sprawia że łatwiej jest nam docenić wage każdej sekundy, smakować każdą chwile….. i puszczać je na wietrze czasu. Niech lecą i kiedyś powrócą do was.
Mam nadzieje że dadzą wam wszystkim szczęście. Że dla was za rok znów będzie 14 luty i dzień ten będzie wspaniały…….. Może wtedy, gdziekolwiek będe, spojże na ten świat i zobacze na nim szczęscie. Szczęście które ja też kiedyś mialem, ale które odeszło pozostawiając za sobą tylko kilka miłych wspomnień.
……..
Szczęście które straciłem bo nie potrafiłem docenić wartości danego mi czasu.
Wagi każdej chwili
Ceny wszystkich wypowiedzianych słów.
Nie potrafiłem sie tym cieszyć…… beznamietnie wyrywając kolejną kartke z kalendarza.
Tego ostatniego
…………….
Ale przecież nie mogłem tego wiedzieć.
Nikt nie może.

Dzisiejszy dzień nie różnił sie prawie niczym od kilkudziesięciu poprzednich…… od momentu kiedy poznałem wyrok.
Spałem do późna….. wiem że może kiedy nie ma sie wiele życia to nie nalezy marnować tego ostatka na sen. Ale ja lubie spać. Jest to jedna z niewielu rzeczy które dają mi teraz ukojenie…….. może dlatego że nie mam snów? Nie wiem.
Kiedy wstałem, pokręciłem sie troszke po domu i usiadłem do komputera.
Koło południa wyszedłem na krótki spacer, a kiedy wróciłem, położyłem sie ponownie.
Każdy z was napewno myślał kiedyś o tym, co by zrobił gdyby dowiedział sie że czeka go jeszcze np. tydzień życia.
Z pewnością mówiliście wtedy z przymróżeniem oka o szalonych czynach w stylu skoków na bungiee, intensywnym, pełnym doznań seksie z przedstawicielami odmiennej płci i wielu innych rzeczach na które normalnie nigdy byście sie nie zdobyli
Ale prawda jest taka, że kiedy naprawde nadchodzi koniec, człowiek zaczyna cenić spokój.
Izolacja i cisza daje czas na przemyślenia i podsumowanie swoich największych osiągnięć.
Miłości, przyjaźni, bólu i rozczarowań, straty i chwil euforii…..
Wszystkiego co mnie spotkało.

Dostałem walentynkę. Przyszła pocztą, wczesnym popołudniem.
Gładka koperta z naapisanym ręcznie adresem mojego mieszkaania. Znałem doskonale ten charakter pisma.
Dziewczyna którą kochałem…….. którą w pewien sposób zawsze będe kochał.
Bylismy razem przez pół roku.
W środku koperty gładka kartka na której widniał napis.
Misiu.
Życze ci wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek.
Pamiętaj że gdziekolwiek sie znajdziesz zawsze część ciebie pozostanie w naszych sercach. Sercach ludzi którzy ciebie kochali.
Pamiętaj że Bóg też cie kocha.
Tak bardzo…….
…….. że już nie chce sie tobą z nikim dzielić.

Odłozyłem kartke i zacząłem płakać.
Płakałem długo ale to nie pomogło. Łzy nie wróca mi tych dni które zmarnowałem. Nie wrócą mi tych chwil gdy powinienem okazać jej miłość. Nie robiłem tego….. bałem sie odpowiedzialności.
Bałem sie życia.
Na miłość jeszcze przyjdzie czas.
Czyż nie?
Jeszcze tyle życia przede mną.
Na wszystko będzie jeszcze………
……… czas.

Zastanawiałem sie nad celowością mojego dlaszego istnienia.
Wnioski, do których doszedłem, nie nastrajają optymistycznie.
Jedynym słusznym wnioskiem jest to iż istotą mojego istnienia stał sie ból. Ból który odczuwam i ten który zadaje innym, tylko dlatego że istnieje.
Może sam fakt tego że jestem nie powoduje u nikogo cierpienia….. ale to że dni mojego istnienia zostały policzone sprawia że cierpi zbyt wiele osób.
Cierpią moi rodzice. Moja rodzicielka każdego dnia widzi jak ginie jej dziecko.
Kiedys słyszałem że dla matki nie ma w życiu nic gorszego niż pochować własnego potomka. Teraz widze że prawda nie leży daleko od tego stwierdzenia.
Kobieta która wydała mnie na świat teraz będzie muisiała pomóc mi z tego świata zejść.
Widzieliście kiedyś oczy kobiety której umiera dziecko?
Zastanawiam sie czy jeszcze kiedykolwiek te oczy zabłysną życiem. Czy jeszcze kiedyś zagości w nich iskierka radości……… czy zrozumie wreszcie to dlaczego musiałem odejść.

Nie mozna żyć tylko dla bólu…….. codziennie odczuwać i zadawać ludziom cirpienie.
Dzisiaj myślałem nad tym ile leków usmierzających musiał bym połknąć aby wreszcie przerwać ten beznadziejny cykl. ………. pewnie niezbyt wiele.
Ale to były tylko myśli. Jestem zbyt słaby aby odejść z tego swiata godnie. Aby wcześniej skończyć swoje życie……… aby odejść i zabrać z tego świata ten bagaż cirpienia.
Bagaż który z każdym dniem staje sie coraz cięższy.

Dzisiaj walentynki. Dzień w którym powiniśmy dawać bliskim dowody naszej miłości. Jaki ja moge dać im dowód tego że kocham???
- nie odchodź- usłyszałem od matki- jeśli naprawde nas kochasz to zostań……….. nie umieraj.

Miłość to niezwykle silne i piękne uczucie…… ale nie potrafi mnie wyleczyć. Nie potrafi sprawić abym został i pokazał im jak bardzo kocham.

Pamiętnik zmarłego.
Założyłem bloga.
Nie wiem czemu.
Napewno nie dla tego że potrzebuje współczucia. Tego akurat, w tym momencie mam wystarczająco wiele. Ale chyba potrzeba mi troszke zrozumienia. I musze jakoś oddać światu odrobine mojego bólu.
Prawda jest taka że umieram…….. na pewną, dosyć pospolitą w dzisiejszych czasach chorobe. Nie jest ważne jaki jest rodzaj tego schorzenia, ani to jaki był powód tego że to własnie na mnie musiało trafić.
Mam 20 lat.
Kiedy zapytałem mojego lekarza o to czy dożyje swoich 21 urodzin, wzruszył tylko ramionami. Nic nie powiedział…… ale w jego oczach dało sie odczytać prawde. No cóż, przynajmniej nie kłamał.
Jestem jeszcze młody i zawsze myslałem że całe zycie przede mną…………. myliłem sie.
Bywa i tak.
Umieram……. i wiem że gdyby dano mi jeszcze raz te ostatnie 4 lata mojego życia, wykorzystał bym je mądrze. Może teraz nie miał bym tego dojmującego uczucia że zmarnowałem taki kawał czasu.
Ale nie mogłem wiedzieć że moje życie tak sie potoczy.
Że umre……..
………… i poza bólem, nic po mnie nie zostanie.


  • RSS